Jaki hosting dla WordPressa wybrać? Praktyczne wskazówki

Jaki hosting dla WordPressa? To pytanie spędza sen z powiek WordPress-owcom zarówno na forum WordPress.org, jak i we wszystkich innych miejscach, w których pomagają oni ludziom w problemach z WordPressem. To pytanie pojawiające się z większym prawdopodobieństwem niż przysłowiowy bumerang. Bądźmy szczerzy – to najczęściej pojawiające się pytanie na wszelkich grupach pomocowych i forach internetowych dotyczących WordPressa (nie tylko w Polsce). Udzielę na nie w końcu jednoznacznej odpowiedzi!

Opieka nad blogiem na WordPressie

Masz blog? Korzystasz z WordPressa? Piszesz i nie masz czasu na kwestie techniczne? Masz dość swojego motywu, WordPressa, a wtyczki przyprawiają cię o ból głowy?

Jesteś w dobrym miejscu!

Praktycznie codziennie spotykam blogerów (rzadziej) i blogerki, którzy w różnych miejscach w Internecie pytają, jak zaktualizować WordPressa, motyw i wtyczki w WordPressie oraz jak tworzy się kopię bezpieczeństwa. A kiedy rozmawiamy o tym, co zrobić, by nie utracić tego, już jest na blogu podczas np. aktualizacji motywu – mówią, że to jednak przekracza ich możliwości. Dlatego właśnie, drodzy Blogerzy, pomyślałam, że mogę to robić za Was.

Kursy online o WordPressie? Nie! Dziękuję!

Muszę Wam powiedzieć, że kursy online o WordPressie to ciężki kawałek chleba. Wprawdzie jeszcze nie za wiele o nich wiem, ale w myśl pewnej starej zasady – się wypowiem, a co! Coś tam w tej tematyce czasem robię, więc – jeśli przymierzasz się do tworzenia własnych kursów online – jesteś w dobrym miejscu. Dziś kilka wskazówek od tzw. „organizatora”. Usiądź wygodnie!

1. Wyznacz sobie cel, a najlepiej kilka.

Każdy, na pewno każdy, kto planuje tworzyć kurs online (albo inny wirtualny produkt) ma w tym jakiś cel. Założę się, że i ty, choć może jeszcze o tym nie wiesz. I nie, żeby nie było tak prosto twoim celem nie może być tylko „prowadzenie kursu”. To takie banalne, że każdy dałby radę. Ty w tym czasie weź się za negocjacje z partnerem biznesowym, albo pogódź organizację z pracą zarobkową. O tak, to będzie mega!

2. Wyobraź sobie, że ludzie cię znajdą

Najlepiej nic nie rób. Przecież twoja marka jest już tak rozpoznawalna, że jak tyko powiesz najbliższym o swoich planach prowadzenia kursu – ludzie będą „walić do ciebie drzwiami i oknami”. Ostatecznie napisz na blogu lub wyślij newsletter. W końcu na swoich Czytelników możesz liczyć! Ale to przesiadywanie na Facebooku? Promowanie kursu w grupach? Pod wątkami przeznaczonymi na promocję?! Proszenie kogoś, by udostępnił???! O nie! To zdecydowanie nie dla ciebie! No, może raz, czy dwa. Ale przecież spamować całego Facebooka nie będziesz!

3. Załóż, że na tym $$$

No tak, co jak co – ale hajs zgadzać się musi. To całe opowiadanie o dawaniu darmowej wiedzy innym to taka ściema przecież. Koniec końców każdy na bezpłatnych produktach zarabia, tylko się do tego nie przyznaje ;), więc dlaczego nie ty? Trzeba tylko przemyśleć, ile z tej wiedzy będzie za darmo, a za co w tym kursie (koniec końców) wprowadzisz opłaty. Przecież: skoro już ludzie się zapisali, skoro ci zaufali, to nic się nie stanie jak lekko zmodyfikujesz definicję „bezpłatności” przed zakończeniem kursu, prawda?

4. Poczuj się ważna/y

O taaaaak! To jest to! Organizujesz kurs online, więc wszystkie oczy na ciebie. Ty tu urządzasz! A ludzie? Skoro mają problemy, to przecież zawsze mogą poszukać rozwiązania w Internecie, albo pomagać sobie nawzajem, albo… ci zapłacić. No w końcu co jak co, ale kurs online dlatego jest kursem online, że się go tylko przygotowuje i wysyła. Bezpłatna pomoc? Wolne żarty. Skoro napracowałaś/łeś się przygotowując kurs, to teraz masz czas na zasłużony odpoczynek.

5. Wyraź swoje rozczarowanie

Żyjemy w wolnym kraju. Każdy ma prawo do wyrażania siebie – ty również! Jeśli ludzie na kursie nie spełniają twoich oczekiwań – śmiało im o tym opowiedz. I to jeszcze przed rozpoczęciem kursu, a najpóźniej w trakcie jego trwania. Czym możesz być rozczarowana/y? Tu masz pole do popisu. Narzekać możesz praktycznie na wszystko:

  • za mało ludzi – a ty przecież tyle włożyłaś/łeś w promowanie kursu,
  • za dużo ludzi na kursie – matko, jak ty to teraz ogarniesz?,
  • nie otwierają twoich wiadomości – po co się w ogóle zapisywali?,
  • otwierają, ale nie robią lekcji – nie po to robię im kurs, żeby mnie olewali!,
  • nie słuchają twoich rad i nie stosują się do zaleceń – no to już w ogóle bezczelność,
  • klikają tam, gdzie nie powinni – i brak ci słów,
  • robią co chcą – tak, to dobry moment, żeby im napisać, że naprawdę przesadzają,
  • nie interesują ich treści kursu – nie to nie, ich strata,
  • zadają za dużo pytań i zajmują ci czas – boszszszsz… ,
  • nie biorą udziału w ankietach – niewdzięcznicy!,
  • a ci – którzy biorą – przysyłają ci szczere opinie – no way, to nie miało tak być,
  • chwalą cię na każdym kroku – lizusy,
  • czepiają się szczegółów…

Naprawdę możliwości masz ogrom! Na koniec nie zapomnij też ludziom napisać, jak bardzo nie zwróciła ci się „twoja inwestycja” w ten ich bezpłatny kurs online.

A teraz…

Weź głęboki oddech i na zawsze zapamiętaj jedną, jedyną podstawową rzecz. Jeśli towarzyszy ci podobne podejście – nie rób kursów online. Naprawdę. Szkoda nerwów. Twoich. Twoich Kursantów. Namęczycie się ze sobą okrutnie i… Zupełnie niepotrzebnie.

Ale!

Zapewniam cię również, że…

p.s. To jest pierwszy z cyku wpisów „Kursy online o WordPressie”. Kolejne pojawią się niebawem. Stay tuned 🙂

Jak stworzyć ebooka w 5 krokach

Wiem, wiem, wakacje jeszcze i czas urlopów. Ale po woli się kończą, więc może zaczynasz już myśleć i planować swoje działania blogowe? A może zacząć coś sprzedawać? Wiele osób pisze o tym, jak zarabiać na blogu, a jedną z najczęściej polecanych form jest własny produkt. Mogą to być różne rzeczy. Niektórzy blogerzy tworzą planery, inni kalendarze, są tacy, którzy szyją piżamy pidżamy (już chyba obie formy dozwolone?) i tacy, którzy sprzedają zaprojektowane przez siebie gadżety. Ja dziś opowiem o tym, jak w 5 krokach i bezboleśnie stworzyć ebooka. Gotowi? 

Strona lądowania w WordPressie – sprzedawaj na swoim blogu

Strona lądowania w WordPressie – krótka historia z mojego życia

Hmm… O landing pages usłyszałam już bardzo dawno temu. Pamiętam takie strony w polskim Internecie z lat 2008-2010, niezwykle długie, krzykliwe, mocno nakłaniające do zakupu lub zapisu na coś: na kurs, na newsletter, na ebooka, na cokolwiek. Wtedy najczęściej się zapisywałam i w dużej mierze dzięki temu uczyłam się o marketingu. Dziś jednak temat wraca do mnie z innego powodu.

Jak zbierać opinie Klientów w WordPressie?

Opinie Klientów w WordPressie – na co to komu?

Jak wiesz (lub nie) niedawno się przeprowadzałam. Nie, nie była to przeprowadzka o kilka ulic, czy miasto obok (na śląsku mamy blisko wiele miast). To byłą naprawdę PRZEPROWADZKA. Zamieniliśmy duże miasto na wieś, mieszkanie w bloku na domek i województwo śląskie na opolskie. Tak więc się przeprowadziliśmy i zderzyłam się z tym, co znaczy być „nietutejszym”. Sprawdź, dlaczego opinie o twojej działalności są ważne.

Jak zdobyć Klienta? Czyli porozmawiajmy o cenach!

Pamiętacie przemiany gospodarcze w naszym kraju? Ja miałam kilkanaście lat, kiedy się rozpoczęły. Wprawdzie niewiele jeszcze wtedy rozumiałam z tego, co się wokół mnie dzieje, ale obserwowałam i nasłuchiwałam, jak to teraz będzie nam się żyło lepiej. Pamiętam, że ludzie uczyli się (w dosłownym tego słowa znaczeniu), co znaczy, że będzie można założyć swój własny biznes i konkurować z innymi. W każdą (chyba) niedzielę z rana w telewizji puszczano „poradnik” w formie kreskówki z przygodami pewnej rodziny, w której rodzice właśnie otwierali firmę. Uczyli się podstawowych pojęć ekonomii (podatek, VAT, obliczanie zysku w firmie itp). W jednym z odcinków była mowa o konkurencji. Ze zdziwieniem ten odcinek oglądałam. Wtedy byłam przekonana, że przecież żeby sprzedawać pomidory trzeba mieć pomidory, stanąć na targu, dać niższą cenę, niż mają inni i sprzedawać! 🙂

Na pewno?

Dowiedz się, za co mi płacisz, czyli o tym, jak wycenić swoją pracę

Był piątek rano. Obudziłam się w świetnym nastroju, bo dzień wcześniej dobiliśmy wynajmu mieszkania. W zwolnionym tempie, po śniadaniu, usiadłam do tego, co zwykle rano: maile, sklep, zamówienia, Facebook… Facebook? Tak, zawsze go sprawdzam, bo codziennie odpowiadam na pytania o współpracę w skrzynce i przy okazji sprawdzam, co dzieje się w „feedzie”. Był więc powolnie rozpoczynający się piątek, kiedy zobaczyłam TĘ rozmowę. I dlatego dziś pogadamy o tym, za co mi płacisz i jak wycenić swoją pracę.

Bo od niedawna e-kreatywnie chodzi na czterech…

Ha! To nie jest blog o niczym lifestylowy, więc mało tu wpisów osobistych, ale ten taki będzie. Do podzielenia się tą historią zainspirowała mnie pewna Facebookowa rozmowa. Pomyślałam sobie po niej dwie rzeczy. Że warto mówić o swoich sukcesach. I że warto opowiedzieć o drodze, jaką się przechodzi. Osobiście uwielbiam czytać cudze case study. Wtedy jeszcze nie chciałam, ale dziś już chcę i mogę się podzielić. Dziś moja/nasza historia. Wchodzisz?

Jak sprawdzić, kto czyta mojego bloga, czyli narzędzia dla blogera #2

A miało być tak pięknie! Powstało twoje osobiste miejsce w sieci. Powstał twój blog. Powstały pierwsze wpisy i fanpage, bo pisali, że to podstawa. Twoi znajomi przyszli, poczytali, ktoś skomentował, ktoś udostępnił i… cisza. Brzmi jak znany scenariusz? Nie martw się – to doświadczenie wielu początkujących blogerów.  Niestety niektórzy w takim blogowaniu pozostają na dłużej. Na szczęście nie ty. Wierzę, że czytasz ten wpis, bo chcesz się rozwijać. A więc – do dzieła! Dziś kilka słów o Google Analytics (GA) dla blogerów.

Marketing na blogu to zmora blogera!

Masz blog. Piszesz. Chcesz się realizować. Masz wenę. Masz spostrzegawcze oko. Masz zdolność wciągania wniosków i obserwacji. A może coś działasz. Tworzysz wokół siebie i chcesz pokazać to światu. Chcesz dzielić się z innymi swoją rzeczywistością. Zakładasz blog i piszesz i robisz zdjęcia i piszesz i czytasz innych i piszesz… Jeden wpis, kolejny, nasty, dziesiąty i..?