SPRAWDŹ OFERTĘ DLA CZYTELNIKÓW BLOGA I STWÓRZ ZE MNĄ SWÓJ NEWSLETTER!
jak powstaje strona internetowa

Jak powstaje strona internetowa? Dziś cała prawda!

Napisała do mnie Ewa. Ewa jest specjalistą od komunikacji. Do mnie jednak napisała maila dość enigmatycznej treści. Mianowicie Ewa chciała przegadać kilka spraw. Krótko zasygnalizowała, że ma swoją stronę na WordPressie i teraz ktoś pracuje nad jej odnowieniem. Napisała również, że w międzyczasie trafiła na mój blog i im dłużej czyta – tym więcej ma wątpliwości odnośnie współpracy przy swojej stronie. Ewa napisała, bo chciała pogadać. Umówiłyśmy się więc na skype… Tak, wiem, dawno nie pisałam nic na blogu. Różne sprawy się na to złożyły (o tym kiedy indziej), ale jedną z nich było moje lekkie zwątpienie. Zwątpienie, że tak można. O co chodzi? Poczytaj!

Jak powstaje strona internetowa?

Powstanie strony na WordPressie zaczyna się zazwyczaj od znalezienia jej wykonawcy (oczywiście poza tymi sytuacjami, kiedy ktoś decyduje się wykonać ją samodzielnie). Może się to odbywać różnie. Najczęściej możliwości masz trzy:

  • znasz kogoś, kto tworzy strony na WordPressie
  • ktoś poleca ci kogoś, kto tworzy strony na WordPressie
  • szukasz (najczęściej w Internecie, teraz też często na Facebooku) kogoś, kto tworzy strony na WordPressie

Jeśli wśród twoich znajomych jest ktoś, kto zajmuje się WordPressem profesjonalnie, to jeszcze niekoniecznie oznacza, że jesteś w uprzywilejowanej sytuacji. Wierz mi, współpraca ze znajomymi rzadko kończy się dobrze. Która strona jest temu winna? Najczęściej żadna. Dziwi cię to? Ja mam w swoim dorobku dwie takie współprace i powiem ci jedno: potrzeba dużej umiejętności stawiania granic i dojrzałości po obu stronach, by zakończyło się to sukcesem.

Ewie, która do mnie trafiła, wykonawcę polecili znajomi. Powiesz – super. Ktoś był zadowolony z usługi, to podrzucił kontakt dalej. Powiem – tak, ale… Jeśli korzystasz z takich poleceń, pamiętaj o tym, że w tworzeniu stron internetowych ważne są cele. A tu – jak zwykle – każdy nie dość, że ma swoje, to jeszcze: każdy ma INNE. To, że twoja koleżanka jest zadowolona z faktu posiadania własnej wizytówki firmowej (bo np. świetnie dogadywała się z wykonawcą) jeszcze nie oznacza, że i ty będziesz zadowolona/y. Bo tobie może bardziej zależeć np. na tym, by twoja strona konwertowała, niż żeby dobrze dogadywać się z wykonawcą…

I trzecia sytuacja. Nikogo nie znasz, nikt nikogo nie poleca, szukasz więc na własną rękę. Z jednej strony wydawać by się mogło, że będzie to jedna wielka (nie mylić z narodową!) loteria. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej..? Jeśli pytasz na Facebooku kto, kogo i dlaczego mógłby polecić – zawsze okaże się, że wśród twoich znajomych jest ktoś, kto jednak kogoś zna. Jeśli do tego zapytasz jeszcze lub ogłosisz zlecenie stworzenia strony internetowej na WordPressie w odpowiedniej grupie (niekoniecznie od razu WordPressowej, biznesowa też może być), to już masz jak w banku, że ludzie podzielą się swoimi doświadczeniami. Dlaczego? Bo w Facebookowych grupach ludzie lubią sobie nawzajem pomagać.

Ja polecam zrobić mix tych trzech możliwości. Naprawdę, pytając ludzi o ich doświadczenia, możesz zaoszczędzić wiele czasu i nerwów. Chodźmy dalej!

Więc jak powstaje strona internetowa?

Jeśli masz już wykonawcę to powinno być już z górki. Powinno. Tak. Byłoby idealnie, gdyby ten moment był końcem twoich trudności. Powiedzmy sobie jednak wprost – tak nie jest. I powiem ci szczerze, że ja kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Przecież skoro jedna strona ma doświadczenie w oferowaniu swoich usług, chce dobrze wykonać swoją pracę i nie chce zepsuć sobie reputacji, a druga chce w miarę bezboleśnie przejść cały ten proces (przecież życia i firmy nie wyłącza się na czas tworzenia strony internetowej!), to na wszystkich bogów Lechistanu, dlaczego najczęściej tu zaczynają się dopiero problemy???

Możliwości jest ogrom. Ja wymienię te, które widzę i spotykam najczęściej. I tak:

  • UMOWY. Nie umowy nie są po to, by je szybko podpisać. Umowy są po to, by je najpierw przeczytać, później dopytać o niezrozumiałe fragmenty, później ponegocjować sprawy, których w nich brakuje, albo z którymi się nie zgadzasz. A dopiero później umowy się podpisuje. I jeszcze jedno. Umowy podpisuje się tak, by chroniły interesy obu stron w najgorszym możliwym scenariuszu, jaki może się wydarzyć. Twój wykonawca zapewne ma już trochę doświadczenia i wzór takiej umowy przygotowany. Wierz mi, najgorsze, co możesz sobie zrobić, to podpisać taki dokument w ciemno.
  • MAILE. Jeśli nie masz umowy, spisz wasze ustalenia przynajmniej mailem. Nie piszę tego, by się czepiać. W zabieganiu, jakie nam towarzyszy, naturalnym jest, że sprawy umykają i często po dwóch dniach się nie pamięta, o co chodziło. Spisanie tego, co wchodzi w zakres zlecenia nie trwa długo, a mi nie raz uratowało (pisząc kolokwialnie) tyłek.
  • GRANICE. To ważny punkt, który trochę wynika z umowy. W dodatku tu chyba najczęściej dochodzi do wszelkiej maści nieporozumień. Niestety sama się czasem na tym łapię, że to, co dla mnie jest oczywistą oczywistością, dla Klienta wcale być nie musi. Dlatego, jeśli spisujecie umowę, to ważne, abyście wspólnie i realnie ustalili, zakresy prac i terminy. Na tym punkcie naprawdę wiele współprac się boleśnie wywraca. Jeśli więc w umowie macie zapis o poprawkach na tworzonej stronie, albo o podsyłaniu na nią materiałów to dwa razy sprawdźcie, czy rozumiecie ustalenia, które podpisujecie w taki sam sposób.
  • SPECYFIKACJA. Wiem, to nie jest proste. Często się zdarza tak, że w trakcie prac wynikają sprawy, o których nie pomyślało się wcześniej. Rady mam trzy. Pierwsza. Jeśli nie masz specyfikacji (a to mega częsta sytuacja), uzgodnij z wykonawcą (Klientem) jak najdokładniej to, co ma być zrobione. Wiem, to żmudny proces. Ale obie strony mogą na tym tylko zyskać. Druga. Jeśli masz specyfikację, ale w trakcie trwania prac coś dodatkowego się rodzi, nie bój się o tym powiedzieć. I to niezależnie od tego, czy jesteś wykonawcą, czy zlecającym. I trzecia. Jeśli zmienia się zakres prac, to zmienia się również stawka. To oczywista oczywistość. Przecież jeśli ktoś maluje ci pokój i okazuje się, że potrzebujesz pomalować jeszcze kuchnię, to dopłacasz, prawda?
  • POPRAWKI. Temat rzeka w tworzeniu stron internetowych właśnie dlatego, że często na początku wiele spraw jest nie-do-określonych. Jeśli jest projekt graficzny, to mamy sytuację idealną. Tworzy się stronę według projektu, dodatkowe sprawy wymagają dodatkowych ustaleń i dodatkowej wyceny. Jeśli nie ma projektu, ale umawiacie się na to, że strona będzie wyglądała “jak w demo wybranego motywu” (tylko z twoimi treściami), to prawie, jak z projektem od grafika. Obie strony wiedzą, co chcą osiągnąć. Jeśli jednak nie macie nic, czyli opis wygląda mniej więcej tak: “prosta strona, trzy zakładki, baner na głównej, o nas ze zdjęciami z produkcji i kontakt standardowo z mapką”, to to jest równia pochyła do kłopotów.

Wracając do pytania: jak powstaje strona internetowa?

Nazwijmy rzeczy po imieniu: najczęściej w bólach! Dlaczego? Bo to zawsze kompromis, a uzyskuje się go gdzieś w środku. Między oczekiwaniami, budżetem i realiami. Między potrzebą Klienta, a możliwościami i umiejętnościami wykonawcy. Między obietnicami i realną sytuacją zarówno Klienta, jak i wykonawcy. I jeszcze między tym, co Klient chce, tym, co mu się wydaje, że chce i tym, co wykonawca słyszy, że Klient chce. Tak. To często jeden wielki szum, który trzeba porządkować. Kto ma to robić? Otóż obowiązek tego porządkowania leży po stronie wykonawcy. Zawsze. I nieważne, że wy, którzy tworzycie strony i sklepy internetowe na WordPressie, macie ochotę mnie teraz zjeść. Nieważne, bo ja mam dość.

Kilka gorzkich słów do wykonawców.

Mam dość tego, że się umawiasz byle jak, a później masz pretensje, że Klient chce “milion poprawek”.

Mam dość tego, że swoją niewiedzę zakrywasz zdaniem: “Nie, tego w WordPressie się nie da”.

Mam dość tego, że oszukujesz Klienta pisząc mu, jak to wiele pracy cię kosztowała zmiana koloru hover w menu.

Mam dość tego, że podsyłasz umowę, która chroni jedynie twoje 4 litery.

Mam dość tego, że nie potrafisz przewidywać, że Klient może chcieć rozbudować swoją stronę.

Mam dość tego, że nie wiesz, czym jest child theme (tak, wiem, w specyfikacji nigdy go nie ma…).

Mam dość tego, że kupujesz motywy na siebie i nie dajesz Klientowi updatów.

Mam dość tego, że zmieniasz pliki motywu bez motywu potomnego, a potem wszystko szlag trafia.

Mam jeszcze dość tego, że nie uczysz Klienta obsługi jego własnej strony.

Mam dość tego, że bardziej zależy ci na własnej racji, niż zadowoleniu Klienta.

Mam dość. Mimo, że nie raz na twoich fuszerkach zarabiam. Dziś mówię DOŚĆ.

Już.

Wracając do Ewy i jej historii…

Okazało się, że Ewa nie trafiła najlepiej. Wprawdzie kiedy zaczęłyśmy analizować, zobaczyłyśmy błędy w komunikacji po obydwu stronach, ale zobaczyłyśmy coś więcej. Ewie nikt nigdy nie zadał pytania np. o to, jak ma wyglądać jej strona lub jaką ma spełniać funkcję. Niestety wyszła na jaw też niewiedza (np. dzięki nie odhaczeniu możliwości indeksowania strona od roku nie została zindeksowana przez Google) i arogancja (ci ludzie do końca twierdzili, że to nie ich wina, że to na pewno po updacie WordPressa!) wykonawców. Niedawno, po zaledwie dwóch konsultacjach, otrzymałam wiadomość: “Słuchaj, dzięki tobie nie boję się zalogować do własnej strony i dodać wpisu na blogu. Nie boję się, że coś wyleci w kosmos, bo kliknę nie tam, gdzie trzeba”. Można? Można!

Dziś więc mój krótki #bolistnienia, bo naprawdę czara się przelała. Dlatego, jeśli masz wątpliwości i chcesz pogadać o tym, co ktoś wykonuje ci na stronie – pisz maila na adres: napisz@kasiaaleszczyk.pl. Jeśli znasz kogoś, komu może się przydać – podaj wpis dalej. Niech się niesie. Bez ściemy i nie po to, by podbierać zlecenia. Po prostu skonsultujemy, jak może i powinno wyglądać tworzenie strony na WordPressie, bo mam serdecznie dość tego, co się dzieje.

Dołącz do WP MasterClass

O autorce...

Kasia Aleszczyk

Znana jestem z tego, że pomagam innym zaprzyjaźniać się z WordPressem. Na co dzień uczę również, jak żyć w necie, by przeżyć. Cieszę się, że jesteś i zapraszam częściej!

22 thoughts on “Jak powstaje strona internetowa? Dziś cała prawda!

  1. Masz po prostu rację! A Twoje “gorzkie słowa do wykonawców” można (niestety) odnieść także do wielu innych branż i dziedzin. Tym bardziej dzięki za Twój głos, bo może jeśli będzie takich więcej, uda się doprowadzić do prawdziwie dobrej zmiany. To wielkie pole do edukacji, jak piszesz po obu stronach, zarówno zleceniodawców, jak i zleceniobiorców. 3mam(y) kciuki

      1. Każdy przegina, a wystarczy siebie wzajemnie posłuchać! Ale to wyzwanie, skupić się na kimś/czymś innym, niż to co mi w duszy gra 😉 i jak piszesz “inna bajka”.

  2. Bardzo dobry artykuł! Na szczęście nie mam na razie tego problemu, bo wszystko robię sama i sama się uczę, by wiedzieć. Nie wyobrażam sobie na razie, by ktoś inny za mnie zrobił mi stronę – nie wiem czy byłabym w stanie dogadać się, jak ma wyglądać. I byłby podobny problem, jak piszesz.

    1. Dzięki 🙂 Super, że masz na to czas. Cóż nie wszyscy mają. Ale właśnie też mam wrażenie, że wszystko zależy od umiejętności komunikacyjnych 🙂

      1. Na szczęście robiłam ją, jak miałam więcej czasu 🙂 Ale nie żałuję chwili spędzonej, bo dużo się nauczyłam i wiem, jak to działa 🙂

        1. Tak się zastanawiam.
          Stworzyła Pani stronę na WP ma podłączony sklep lecz jak widać nie jest on na wocommerce lecz na shoplo gdzie płaci się abonament i w ten sposób traci zarówno pieniądze (za ten abonament ) jak i unikalną treść która mogłaby być fajnie integrowana ze względu na pozycjonowanie.
          Załóżmy że ma Pani w sklepie 10 przedmiotów ( nie wiem ile bo nie liczyłem) tworząc do nich unikalną treść ma Pani 10 wpisów na blogu więcej.
          Ot taka mała uwaga

          1. Szybki Pan jest 😉 sklep na stronie będę tworzyć sama, na shoplo wygasze go niedługo, bo właśnie będę rozszerzać ofertę. Przez to, że robię to sama, potrwa to, bo muszę kilka innych spraw zakończyć 🙂

  3. Szkoda że tego tekstu nie przeczytają osobniki oferujące stroną za 69 zł.
    Strony bite od jednej formy.
    No klient kupił klient dostał klient ma być zadowolony.
    Co z tego że jest masa błędów, wygląd strony jest nieprzyjazny do zamierzonego celu.
    Np przecież można w ten sposób zrobić upsell i przyciąć za naprawienie własnych błędów.
    Bo to niby seo bo to inne bzdury.

  4. Czytałem i tekst zrobił na mnie duże wrażenie. Bardzo trafnie punktujesz wiele zaniedbań projektantów stron www, w tym także moich błędów z przeszłości. Mam nadzieję że z powodu tej otwartości nie spotka Cię hejt w komentarzach.

    1. Dzięki 🙂
      Ja wiem, że każdy zaczyna i się uczy, ale nie znoszę sytuacji, kiedy ktoś od lat jest na rynku i się nie rozwija… Na razie (i samą mnie to pozytywnie zaskakuje!) tekst spotyka się tylko z pozytywnym przyjęciem. Pisząc zdawałam sobie sprawę, że niektórym “specjalistom” mogę podpaść, ale myślę też, że wstyd się będzie ludziom przyznać, że takie błędy popełniają…
      No i wierzę mocno, że – jak mawia Czaplicka – hejt to VAT od popularności 😉

  5. Podziwiam ludzi, którzy się na tym znają. Ja po prostu chciałam bloga- doczytałam gdzieś tam, że wiele osób poleca WordPressa i mój mąż, który ma o blogach dokładnie takie samo pojęcie jak ja (choć jednak o komputerach, programach itd.znacznie większe) postanowił się tym zająć. Z czasem nauczyłam się MNIEJ WIĘCEJ poruszać w Kokpicie- i na tym się moja działalność w tym zakresie kończy 🙂

      1. Pewnie 🙂 w zupełności się zgadzam. Ja tylko mam dość ludzi, którzy są początkujący, a mienią się ekspertami. I tłumaczą, że się nie da, zamiast powiedzieć: nie umiem.

  6. Fajnie napisane, ale niestety z drugiej strony tez można się naciac na nieuczciwego klienta. Jak sobie z tym radzisz? Jak zabezpieczasz, jeżeli nie przez umowę chroniaca 4litery?

    1. Oooooo to temat na osobny wpis, ale tak w skrócie, to 1. podpisywanie umów i 2. zadatek na połowę kwoty, na którą się umawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sięgnij po więcej!