SPRAWDŹ OFERTĘ DLA CZYTELNIKÓW BLOGA I STWÓRZ ZE MNĄ SWÓJ NEWSLETTER!

Pozytywki, czyli kilka myśli, które mi dodają skrzydeł!

No, ok, mamy więc czasy trudne, nasz rząd je jeszcze utrudnia, ale rąk – ufam – nie załamujemy? Dziś podrzucam Ci kilka zdań, które mi zawsze polepszają perspektywę! Dzielę się również różnymi historiami z nadzieją, że i Ciebie choć trochę podniosą na duchu. Odwagi!

“Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni”

Zdanie, które nie raz pewnie słyszałaś/łeś od swoich znajomych, rodziny, bliskich. Ja również! I to najczęściej w chwilach trudnych… W pewnym sensie chyba jako pocieszenie..?

Zastanawiałam się nie raz, o co w tym zdaniu chodzi. Bo powtarzane przez kogoś z boku, kiedy mi wszystko się waliło, nie działało. Yyyy… To znaczy: ani nijak nie polepszało sytuacji, ani – tym bardziej! – nie podnosiło na duchu i nie dodawało otuchy.

Do czasu…

Każdemu z nas życie układa się różnie, ale jedno mamy raczej wspólne – pojawiają się w nim zarówno te lepsze jak i te gorsze momenty. Z pewnością masz w pamięci chwile szczęścia, kiedy czułaś/łeś wiatr w plecach i wystarczało skrzydła rozłożyć do lotu, ale i takie, kiedy naprawdę było źle i wszystko leciało na łeb, na szyję. Przypomnij sobie: może jakiś dług, rozwód, strata kogoś bliskiego, zwolnienie z pracy…? Coś, co odeszło już w przeszłość, było tragicznie bolesne, a jednak… To przeżyłaś/łeś! 👍💪😍

I jak? Widzisz to? Bo ja właśnie z perspektywy czasu widzę, że sprawy i sytuacje, które mogłyby “zabić”, sprawić, że się załamiesz i poddasz , tak naprawdę wzmacniają. I nie, nie chodzi tu o tanie pocieszenia. Chodzi o to, by w kolejnych kryzysach, kiedy wydaje się, że życie się kończy, umieć przypomnieć sobie to, co już było. Co zadało wiele bólu, może i zachwiało Twoim istnieniem, ale minęło. I że dzięki temu dziś chodzisz mocniejsza/y po świecie! Mocniejsza/y, bo bogatsza/y właśnie o to doświadczenie!

Do mnie wraca nie raz jak mantra: dałaś radę wtedy? Teraz też sobie poradzisz! Tak właśnie rozumiem: “Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni” . A Ty?

“Zrobione jest lepsze od doskonałego”

Masz tak czasem? Zależy Ci na świetnej jakości Twojego tekstu, produktu, projektu, czegokolwiek, więc siedzisz i dopieszczasz szczegóły. Myślisz i dumasz nad najdrobniejszymi elementami, robisz kolejne checklisty do kolejnych checklist, oglądasz kolejne filmy, przerabiasz kursy online i czytasz kolejne treści, żeby przypadkiem o niczym nie zapomnieć, żeby nic nie umknęło Twojej uwadze.

Czas mija… Gdzieś pod skórą czujesz, że umyka Ci jakaś szansa, że można by już zakończyć, podejrzewasz, że może już wystarczy doszkalania się i nabywania wiedzy, jednak boisz się, że coś będzie niedopracowane, że Twoi Klienci to zobaczą, że wytkną Ci nie dość dobry produkt, że będą rozczarowani…

Bo ja tak miałam. I to dłuuugie lata. I dzięki temu wiele moich projektów nawet nie ujrzało światła dziennego. A potem usłyszałam od Oli Budzyńskiej, że “Zrobione jest lepsze od doskonałego” i zwyczajnie jej uwierzyłam. I odkąd tak właśnie postanowiłam działać moje projekty w ogóle dochodzą do skutku!

Nie zrozum mnie źle… Oczywiście chodzi o to i mega ważne jest, by produkty, czy usługi, jakie oferujemy, były na odpowiednim poziomie. Żeby – i tego nam życzę! – nasi Klienci byli tylko pozytywnie zaskakiwani i ogromnie zadowoleni. Ale watro i trzeba naumieć się, kiedy rzeźbieniu doskonałości powiedzieć “STOP!” Żeby w ogóle z czymkolwiek kiedykolwiek realnie wystartować

“Jeśli Bóg zamyka drzwi to otwiera okno”

Nie, nie będzie światopoglądowo, ani tym bardziej ewangelizacyjnie. 😉 Dziś podzielę się pewnym wierszem, ale to na koniec. Tak już mam, że od jakiegoś czasu należę do małej w naszym kraju grupy niepoprawnych optymistów. Jak objawia się to w praktyce? Cóż… Po tym, jak kilka lat temu prawie zatarłam silnik samochodu (no stuka coś dziwnie, ale jeszcze przecież jeździ, to po co od razu do mechanika jechać?) mój mąż oświadczył: “Wiesz… to, że widzisz szklankę do połowy pełną, gdy inni widzą do połowy pustą, to pół biedy. Problem w tym, że Ty widzisz pełną nawet wtedy, kiedy realnie jest pusta!”

Zerwany łańcuch rozrządu i remont połowy silnika niestety to potwierdzał… Ale! W wielu sytuacjach życiowych takie podejście jednak bardziej mi pomaga niż szkodzi, bo… Dodaje odwagi!

Przykłady? Trzy lata temu uruchomiłam kurs online, w którym planowałam uczyć ludzi WordPressa. Tak, WordPressa w miarę w całości. Ale. Przygotowanie takiego kursu (nagrania video i opisy) to mega dużo pracy, a ja nie miałam za bardzo czasu. W końcu za coś trzeba żyć, więc cały czas realizowałam zlecenia dla indywidualnych Klientów. Postanowiłam zadziałać z lekką domieszką sprytu. Ogłosiłam sprzedaż kursu, żeby zobaczyć, czy w ogóle będą na niego chętni. Pamiętam, że jakoś tabunów ludzi nie było, ale pieniądze ze sprzedaży pozwoliły mi na to, by poświęcić czas na jego przygotowanie. Jak wyglądało to w praktyce? Kurs powstawał w zasadzie z tygodniowym wyprzedzeniem podczas, gdy ludzie już z niego na bieżąco korzystali.

Kolejny? To zeszłoroczna konferencja online “Jak żyć w necie”. Tragicznie się bałam, czy dam radę i mocno zastanawiałam, czy ją uruchamiać. Trochę w podjęciu decyzji pomogły mi dziewczyny z grupy mastermind, ale szalę przechyliła myśl: ale w sumie dlaczego miałoby nie wyjść? Założyłam, że 50 uczestników konferencji to będzie mój osobisty sukces. Jakże się zdziwiłam, kiedy okazało się, że w sumie było ich około 200 i w dodatku pozyskałam na konferencję sponsorów!

I obiecany wiersz… Bo to z niego pochodzi zdanie, które mi zawsze dodaje odwagi w różnych sytuacjach. 😍

“Kiedy mówisz”
Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz
/ks.Jan Twardowski/

“Jest w porządku”

Przyszło do mnie znienacka, rozgościło się i zostało na dobre. Swego czasu mieliśmy z moim lubym fazę uczestnictwa w spotkaniach medytacyjnych. I to podczas tych spotkań zdanie to zaistniało w mojej przestrzeni. Jest proste. Jest krótkie. I tak naprawdę jest wystarczające. A brzmi: “Jest w porządku”.

Powiem Ci w sekrecie, że niesamowicie zmienia się życie, kiedy na jego wydarzenia (zwłaszcza te wymagające) patrzy się z takiej właśnie perspektywy. Zastanawiasz się, co robić w życiu? Jest w porządku. Twoja konkurencja tworzy jakieś super hiper działania? Jest w porządku. Dotyka Cię coś, co boli? Wiem, to mega trudne, ale jest w porządku. Mamy światowe wirusowe zamieszanie? Jest w porządku. Dzieci od jutra nie idą do szkoły, a Ty musisz pracować? Jest w porządku.

W jakim sensie w porządku, bo chciałabym, byśmy się dobrze zrozumieli. Nie, celem tego zdania nie jest tanie usprawiedliwianie i przyklepywanie wszelkiej niegodziwości, czy wręcz brutalności tego świata. Nic z tych rzeczy! Raczej chodzi tu o pewną wewnętrzną zgodę. Istnieje wiele sytuacji, na które nie mamy wpływu, nawet “głupi” wirus nam obecnie o tym przypomina. Wiele takich, z którymi też nie dużo możemy zrobić, a nie raz wręcz wobec których jesteśmy dziecinnie bezradni. Warto po prostu usiąść od czasu do czasu, zatrzymać się delikatnie i uznać, że to, co się wydarza samo w sobie nie jest złe, ale jest w porządku! Takie spojrzenie na rzeczywistość daje niesamowitego kopa do tego, by dbać i zajmować się tym, na co wpływ mamy i nie tracić bezcennej energii na sprawy pozostałe.

Dołącz do WP MasterClass

O autorce...

Kasia Aleszczyk

Znana jestem z tego, że pomagam innym zaprzyjaźniać się z WordPressem. Na co dzień uczę również, jak żyć w necie, by przeżyć. Cieszę się, że jesteś i zapraszam częściej!

4 thoughts on “Pozytywki, czyli kilka myśli, które mi dodają skrzydeł!

  1. Też się staram myśleć pozytywnie i skupiać na swoich rzeczach, zamiast zamartwiać. Sytuacja nie jest łatwa, ale mamy to szczęście, że nasza branża teraz czerpie profity bo wszyscy przenoszą się do online’u 🙂 Nie mniej jednak ta cała sytuacja to dla nas zupełna nowość i niektórzy się w niej nie odnajdą – mówię tutaj szczególnie o ograniczeniu praw obywatelskich, zmiany codzienności, wizji utraty dachu nad głową. Mówię do mojego męża, że ja rodziłam się w stanie wojennym, a nasz syn urodzi się w stanie epidemii.. A 37 lat spokoju było 😉 I musiało akurat teraz coś pierdolnąć 😉 No ale w każdej sytuacji trzeba widzieć jakieś plusy – na szczęście mamy dostęp do jedzenia, możemy korzystać z internetu, rozwijać się i zarabiać, zmieniać model biznesowy, siedzimy w domu, gdzie jest nam ciepło i bezpiecznie. Tragedii nie ma 🙂 I pozostaje tylko mieć nadzieję, że ci co wymyślili ten cały cyrk, niedługo to odwołają. Albo społeczeństwo się zbuntuje i coś zdziała.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sięgnij po więcej!