Finansowa Ninja – i ja mogę nią zostać! Luty…

Finansowa Ninja – i ja mogę nią zostać! Luty…

Dziś drugi z cyklu dwunastu wpisów o mojej przygodzie walce (!) z własnymi finansami. Osobistymi i firmowymi finansami. Ciekawi? Zapraszam!

Pisałam w poprzednim wpisie, że nie będę ściemniać. Dlatego od razu przyznam się do jednego – od miesiąca ani raz nie zajrzałam do książki Michała „Finansowy Ninja”. Przyczyny oczywiście są trywialne. W połowie stycznia bardzo poważnie uszkodził się mój samochód i nieźle wyprowadziło mnie to z równowagi, później skupiłam się na promocji mojego kursu online, który ruszał 06. lutego i przeprowadzeniu kursu, a w tzw. międzyczasie cały czas realizowałam zlecenia Klientów. W końcu jakoś po-samochodową dziurę finansową trzeba załatać!

Na swoją obronę mam tylko jedno – skończyłam czytać inną książkę: „Mit przedsiębiorczości”. Ona z kolei mocno utwierdziła mnie w tym, że w rozwoju firmy podążamy, bo przecież już w zespole, w „trzymającym się kupy” kierunku. Dziś więc bardziej podzielę się moimi krokami milowymi w firmowych finansach, niż samymi przemyśleniami odnośnie książki.

Zapytano mnie ostatnio: Co stało się, że zaczęłaś planować?

Od razu uściślijmy jedną rzecz. Jeśli słuchasz podcastu „Więcej niż oszczędzanie pieniędzy” i czytasz, że ja coś planuję to wiedz, że moje planowanie przez Michała pewnie nazwane byłoby „palcem po wodzie pisaniem”. Ogromny mam szacunek do tego, jak zabiera się za to Michał i bardzo się cieszę, że tym się dzieli, ale dla mnie to jeszcze niedościgniony wzór. Choć, przyznam się otwarcie, sam fakt, że cokolwiek planuję i się tego trzymam (!) już jest moim osobistym sukcesem!

Kiedyś żyłam kompletnie bez planowania. Dziwne, prawda? Cóż rzec? Kiedy pracuje się na najniższym szczeblu medycznym, jaki można sobie wyobrazić (tak, byłam salową i mam na to papier) i żyje za najniższą krajową (wtedy było to tyle, że w jednoosobowym gospodarstwie domowym nie wystarczało do kolejnej wypłaty, teraz chyba jest nie lepiej) to trudno cokolwiek planować. Naprawdę! W pewnym sensie się nie dziwię większości Polaków, że nie planują swojego życia, kariery, sukcesów. O tym, jak się stało, że dziś jestem tu, gdzie jestem, nagram coś w najbliższym czasie, dziś podzielę się jednym swoim wnioskiem.

Jeśli myślisz, że po założeniu własnego biznesu wszystko automatycznie zmienia się o 180 stopni, to jesteś błędzie. Nie. Tak się nie dzieje.

Jakkolwiek to zabrzmi przyczynkiem do mojego początku planowania stało się… życie. W ramach firmy e-kreatywnie prowadzimy wraz z mężem trzy brandy: www.Slodziakom.pl, blog, który czytasz i związane z nim zlecenia dotyczące WordPressa oraz najmłodszy – www.AkademiaWP.pl. O tym, żeby się przyjrzeć, która z tych gałęzi przynosi największe zyski, pomyślałam już na początku stycznia 2015. I zrobiłam to. Usiadłam i podliczyłam wystawione w poprzednim roku faktury. Wyciągnęłam odpowiednie wnioski i starałam się tego trzymać. Lekko chaotycznie, bez żadnych zapisków. Jakoś tam poszło… Przełomowy okazał się listopad 2015, kiedy to przyszło nam zapłacić sporo zaległego podatku (mea culpa – nie dostarczałam księgowej faktur w terminie). I tak, wtedy właśnie dotarło do mnie, że muszę trzymać rękę na pulsie i postanowiłam zacząć to robić!

Zaczęłam planować…

Próbowałam rozpisać sobie wszystko na kartkach. Później w zeszycie. Wiesz, co to są Bullet Journale? Jeśli nie wiesz, to sprawdź w Google. Ja niedawno na nie wpadłam i pomyślałam, że to będzie świetny sposób na moje „ogarnianie finansów firmy”. Nie zdało egzaminu. Kupiłam nawet zeszyciki w kropeczki (bez linii, bez kratki, tylko w kropki) i z ładnymi okładkami, a mimo to wytrwałam… 2 miesiące. Okazało się, że przepisywanie co miesiąc tych samych tabeleczek i rozpisek to jednak kompletnie nie dla mnie. Dlatego wróciłam do starego, dobrego arkusza kalkulacyjnego. Zgodnie z zasadą MVP (nie musi być doskonałe, ważne, żeby działało!) stworzyłam kilka arkuszy i już. Teraz mam je na bieżąco otwarte i uzupełniam sobie rubryczki. Reszta magii – sumowanie i odejmowanie – dzieje się sama. W ten sposób podliczyłam sobie rok 2015, a na początku 2016 tylko otwarłam nowe arkusze i przekopiowałam formuły.
To wszystko? Tak! Zdziwona/y?

Oczywiście, że się podzielę!

Z góry uprzedzam. To nie są jakieś bardzo zaawansowane tabele. Zależy mi na tym, by zacząć ogarniać finanse. Z pewnością tabelki będą się rozwijać. Ważne – wyszłam z założenia i prostego równania, że: przychód – koszty = dochód. Nie ma w nich VATu z prostej przyczyny – nasza firma nie jest (tak się to nazywa?) płatnikiem tego podatku. Każdy przedsiębiorca ma u siebie oczywiście inny „rozkład sił”. Ja w swoich tabeleczkach rozbijam sobie zarówno przychody, jak i koszty na wszystkie gałęzie prowadzonego przez nas biznesu. I tak na co dzień korzystam:

  • z tabelki 1, w której zapisuję sobie imiennie Klientów
  • z tabelki 2, w której notuję, z kim, na ile się umówiłam oraz kiedy i jakie wpłynęły przelewy
  • z tabelki 3, do której wprowadzam ilość sprzedanych produktów
  • z tabelki 4, w której zbieram to w jedno

Jak się tymi tabelkami posługiwać?

Swoje tabelki podlinkowałam powyżej. Oczywiście są wypełnione przykładowymi kwotami, żeby pokazać, „jak to działa”. Myślę, że szybko się w nich połapiesz. W arkuszach kalkulacyjnych świetnie funkcjonują działania matematyczne. Trzy podstawowe informacje dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą:

  • jeśli ustawisz się w komórce i wpiszesz w niej: „=A1+A2” i naciśniesz Enter, to arkusz wyświetli ci w tej komórce sumę obu komórek wymienionych w formule
  • jeśli ustawisz się w komórce i wpiszesz w niej: „=A1-A2” i naciśniesz Enter, to arkusz wyświetli ci w tej komórce wynik odejmowania komórki A2 od A1
  • pozostałe działania analogicznie: „=A1*A2” – mnożenie i „=A1/A2” – dzielenie

Pamiętaj, jeśli chcesz wykonać działanie matematyczne w arkuszu, zawsze zaczynasz od znaku „=”
I jeszcze jedno – oczywiście nie chodzi, byście teraz edytowali moje arkusze (zresztą w załączonych przykładach nie ma takiej możliwości). Każdy z was może sobie jednak skopiować tabelkę, którą potrzebuje i wkleić do swojego arkusza. Tak, funkcje w arkuszach kopiują się ?

Na koniec prośbę mam. Dajcie znać, czy te moje tabeleczki się w ogóle komukolwiek przydały, bo ciekawa jestem.

Cykl „Finansowa Ninja – i ja mogę nią zostać” powstaje w oparciu o książkę Michała Szafrańskiego „Finansowy Ninja”, którą serdecznie polecam.

Zobacz moje kursy online!

Kup kurs online i zacznij sprzedawać na własnym WordPressie