Finansowa Ninja – i ja mogę nią zostać! Marzec…

Finansowa Ninja – i ja mogę nią zostać! Marzec…

Hmm… Czy ja zrobiłam cokolwiek dla poprawy swoich finansów?

Nope.

Yyyyyy. Znaczy się prawie. I właśnie o tym „prawie” dziś słów kilka. Poczytasz?

Książka Michała Szafrańskiego „Finansowy Ninja” wprawdzie leży na biurku i od czasu do czasu staje się idealną podkładką pod laptop (Michał, wybacz!), ale nie jest to równoznaczne z zaniechaniem dbałości o finanse. Zarówno firmowe jak i osobiste. Z wolna wykluwa się i opracowuje pewna strategia.

Po pierwsze – doszłam do wniosku, że mam za mało czasu.

A potem przeczytałam, że wszyscy mamy go tyle samo. Podobno i moja i twoja doba ma 24 godziny. Usiadłam więc i zaczęłam myśleć. I zobaczyłam, że mój czas (i energia) właściwie kończy się codziennie na odpisaniu na maile Klientów. Więc jak tu jeszcze pracować? Że o blogu nie wspomnę… Tak zrodził się pomysł, by skrzynkę mailową oddelegować i od dwóch tygodni w to zacne zadanie wdraża się Marta Kobiela. Owszem, jeszcze jest z tym trochę więcej pracy niż gdybym sama to robiła (bo trzeba wszystko obgadać i ustalić). Ale już nie długo. Marta pilnie się uczy i doskonale wyczuwa naszą firmową energię.

Po drugie – skoro mam za mało czasu… to podnoszę ceny!

Tak. Bo tak mówią mądrzy tego świata. Znaczy się świata biznesu. Że jeśli masz za dużo pracy, to znaczy, że jesteś za tani. Jaki będzie efekt? Czy przyciągnę Klientów z większym/zasobniejszym portfelem? Aaaaaa! Sama się boję, ale chcę się przekonać. Na pierwszy ogień poszła usługa Opieki nad blogiem. 20% to dużo? Zobaczmy! Oczywiście dam znać za miesiąc.

Po trzecie – okazuje się, że uzupełnianie arkuszów kalkulacyjnych sprawia mi frajdę.

Naprawdę! Samą mnie to zaskakuje. Bo wiesz, ja z tych, co nie lubią takiej powtarzalnej, w kółko tej samej roboty. A tu? Wystarczyło raz te pliki poustawiać i już. teraz tylko sobie uzupełniam imiona, nazwiska, ilości i kwoty. I działa. I jest pięknie 🙂

Po czwarte – uczę się.

To tu to tam już o tym napomykałam, że lubię się rozwijać. Do tej pory uczyłam się głównie korzystając z wielości materiałów dostępnych w przeróżnych zakamarkach Internetu. Zeszłym październikiem postanowiłam to trochę poukładać i poszłam na studia. Podyplomówka „Nowoczesny marketing” prawie się kończy (te kilka miesięcy przemknęło ogromnie szybko), ale ja już wiem, że to są dobrze zainwestowane pieniądze. Tak. Nie: wydane. Zainwestowane. Niesamowicie mi te zajęcia poukładały w głowie!

I po piąte – w końcu widzę koszty…

W moich tabeleczkach (linki będą i dziś na koniec wpisu) poza przychodami są również koszty. Często jest tak, że w usługowych firmach kosztów „nie ma”. Takie krążą obiegowe opinie i ja również im wierzyłam. Dziś wiem, że nie tyle ich nie ma, co raczej się ich nie widzi. Kiedy wpisze się je jednak w tabelkę i podsumuje, to nagle okazuje się, że utrzymanie firmy naprawdę KOSZTUJE.

Reasumując…

Wiem, wiem, w pięciu punktach dwa zwiększają koszty firmy o_O! Ale ja dziś traktuję je jako inwestycję. Dzięki Marcie mam więcej czasu i energii na wykonywanie pracy, która przynosi zyski, a pomysły, które przychodzą mi do głowy podczas zajęć w szkole, wdrażam praktycznie od razu. Chcesz poznać pierwszy z nich? Zapisz się na bezpłatny kurs, podczas którego pomogę ci sprawdzić, czy sprzedaż online to zajęcie dla ciebie 🙂

Ten wpis to trzeci wpis cyklu Finansowa Ninja. Poprzednie dwa znajdziesz tu:

  • Luty – czyli jak opracowałam swoje cztery tabelki, które pomagają mi ogarniać finanse
  • Styczeń – czyli skąd w ogóle pomysł na opisywanie własnych zmagań z finansami

I na koniec obiecane tabelki:

  • tabelka 1, w której zapisuję sobie imiennie Klientów
  • tabelka 2, w której notuję, z kim, na ile się umówiłam oraz kiedy i jakie wpłynęły przelewy
  • tabelka 3, do której wprowadzam ilość sprzedanych produktów
  • tabelka 4, w której zbieram to wszystko w jedno

A ty jak pracujesz nad optymalizacją finansów firmowo – osobistych? Podzielisz się?

Zobacz moje kursy online!

Kup kurs online i zacznij sprzedawać na własnym WordPressie