Kiedyś zmęczenie było sygnałem, że warto, że trzeba odpocząć. Nikt się temu nie dziwił. Ludzie szli z kocem nad pobliską rzekę, wyjeżdżali na weekendy, biwaki, pod namioty, nad jeziora, na urlopy lub z plecakiem w góry poszlajać się po schroniskach. Kojarzysz takie opowieści swoich rodziców? A pamiętasz czarno-białe zdjęcia? Dzwony? Przenośne kuchenki gazowe? Gitary? Uśmiechy?

W domu mieliśmy rzutnik. Co? Nie, nie projektor multimedialny. Rzutnik. Hmm… Jakby ci to wyjaśnić? Taka skrzyneczka, działająca na prąd. Z jednej strony wkładało się do niej kliszę, a ta – przechodząc przez środek, podświetlona – stawała się obrazkami na ścianach. Stąd nazwa urządzenia. Po prostu coś, co obrazek z kliszy rzucało na ścianę w domu. Wieczorami siadaliśmy całą rodziną, by oglądać bajki. Potrzebny był tato, który rzutnik uruchamiał i obsługiwał, mama, która czytała podpisy pod scenkami bajek i najmłodsi, czyli ci, którzy zasłuchani podziwiali magię dziejącą się w domu. O! Nawet znalazłam, to pokażę ci, jak to działało 🙂

 

 

Któregoś dnia byłam z mamą na poczcie. Nikomu nie było do śmiechu, bo w rodzinie pojawiła się sytuacja smutna, a na pocztę poszłyśmy, by nadać telegram. Co? Nie, nie wysłać wiadomość w massangerze, SMS, czy email. Nadać telegram. A nadać telegram to: pójść na pocztę, poczekać w kolejce, podyktować Pani w okienku treść i poczekać, aż Pani ją wstuka. Tak. Bo telegramy nadawało się alfabetem Morse’a. Dzięki temu odbiorca mógł otrzymać taką wiadomość już po… kilku godzinach! I to, zakładając, że wszystko dobrze pójdzie. Bo mogło nie pójść. #truestory 😉

 

 

Jako jedni z pierwszych mieliśmy na ulicy magnetowid. Wow! Wraz z nim w domu pojawił się toster, a ja bawiłam się śmieciarką – samochodzikiem z klocków Lego, ale teraz nie o tym. Szczęśliwie się złożyło, że nasz magnetowid nie był jedynym w mieście. Ba! Szybko okazało się, że w biurowcu mojej mamy była nawet wypożyczalnia kaset video. Co? Tak. Kaset. To takie sześcienne, płaskie pudełka z taśmą w środku. Wpisowym do wypożyczalni było oddanie dwóch własnych kaset na stałe (a może w kaucję?), a w zamian można było wypożyczać kasety innych. Oczywiście nad wszystkim czuwała Pani, która skrzętnie – poza godzinami pracy 😉 – notowała w zeszycie: co, kto, kiedy i na jak długo. Dzięki temu miejscu i ludziom, którzy podzielili się swoim dobrem poznałam bajki Hanna-Barbera, czyli Misia Jogę, Jetsonów, Frinstonów, Toma i Jerrego… Chcesz zobaczyć, jak to w ogóle działało? To już była wyższa technika!

 

 

Komputer nie jest nowym słowem. Samo w sobie oznacza tyle, co maszyna obliczeniowa. Pierwsze coś, co można było tak nazwać, pojawiło się w Polsce pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku (kto już się przyzwyczaił, że żyje w innym wieku niż się urodził?). W moim otoczeniu pierwsza wzmianka o komputerze pojawiła się jakoś pod koniec podstawówki. Mamie w pracy wstawiono takie urządzenie, a wszystkie Panie z biura wysłano na kurs jego obsługi. Byłam jednak tym szczęśliwym rocznikiem, który w ogólniaku miał już lekcje informatyki. Dwa lata, czyli 4 semestry! Wtedy w klasie były dwie osoby, które posiadały takie urządzenie w domu, a u jednej z nich na tym komputerze zainstalowany był Windows! Bardzo ubolewam nad tym, że dziś – kiedy młode pokolenie ma łatwy dostęp do technologii – lekcje informatyki to najczęściej kpina z tego przedmiotu. Szkoda, bo jestem w stanie sobie wyobrazić, jak niesamowite technologie mogłyby powstać w naszym kraju, gdyby wyglądały one podobnie, jak niegdyś nasze. I – żebyśmy się dobrze zrozumieli – bynajmniej nie o system operacyjny mi chodzi. W filmie ocena wynosi 2/10, ja jednak uważam, że to MS DOS – nie Pani od matematyki! – położył podwaliny pod jakąkolwiek logikę w moim umyśle!

 

 

Świat przyspieszył i nie ma co do tego wątpliwości. Dziś nikogo nie dziwi, że jedni wiedzą o drugich w tej samej chwili to, co tamci widzą, słyszą i przeżywają, nawet, jeśli robią to na drugim końcu świata. Sami sobie tworzymy wszędobylską gonitwę za tym, co nowe, nowsze, najnowsze, by więcej i większe mieć, jakby to stanowiło o naszej wartości, czy Człowieczeństwie. I tak trwa kołowrotek urządzeń wraz z ich możliwościami, a im bardziej coś w naszych rękach może więcej tym korzystniej i bardziej wartościowo. Nowoczesność to nadążanie za trendami, niezależnie czy z otwartym umysłem i wiedzą… Gonimy flow w rozmiarze Tera, by każdego dnia w wyższym levelu pozostawać nadal mind/class/chef/whatever Masterem!

Widzisz to?

 

A teraz zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie, że nie masz smartfona. Nie masz. Po prostu. Nawet zwykłej Nokki nie masz. Nic nie brzęczy ci w kieszeni. Wyłącz wszystko wokół. Przecież nie masz też kina domowego, PayStation ani komputera. Telewizor w twoim salonie stoi, ale program zaczyna się o 18.00. Masz jeszcze czas. Wczoraj były twoje imieniny, więc siedzisz sobie wygodnie w fotelu i przeglądasz, wyciągnięte ze skrzynki pocztowej, kartki z życzeniami od bliższych i dalszych. Jutro imieniny ma twoja ciocia, mieszkająca w Warszawie i pracująca w urzędzie. Wracając z pracy pójdziesz do budki, a jak będzie kolejka to na pocztę, by do niej zadzwonić. Musisz tylko pamiętać, by kupić żeton na “zamiejscową”. A nie! Chyba jeszcze jakiś znajdziesz w portmonetce. Fajne te życzenia, prawda? Jedni piszą wierszem, inni ślą całusy, kilku brakuje, ale to dlatego, że idą zza granicy. Dojdą za kilka dni, tygodni, może wcale, a ty wiesz, że to się nie liczy, bo z pewnością – nie, nie na bank – z pewnością (!) były wysłane. Ach! Przypominasz sobie, że jeszcze pieniądze trzeba przełożyć do portmonetki i kartki, bo podobno firany mają się coś pojawić. Czy będą? To okaże się jutro. Jak nie będzie to przynajmniej w kolejce ze znajomymi porozmawiasz 🙂

Padłaś? Powstań! Ale po co? Właśnie! Podobno po to, by poprawić koronę i zapierdalać działać dalej.

Yyy?

A może by tak posiedzieć sobie w fotelu?

Share:

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Padłaś? Powstań!"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Agnieszka
Gość

Jaki żeton? Przecież w budce i tak nie ma słuchawki. Musisz iść na pocztę i zamówić miedzymiastową. I czekać, godzinkę, może dwie…
Świetny tekst 🙂 z rana mam banana, wspomnienia wróciły 🙂 a rzutnik uchował sie i u mnie, dzieciom kiedyś bajki pokazywałam – dla nich to jak dla mnie telefon na korbkę

wpDiscuz