SPRAWDŹ OFERTĘ DLA CZYTELNIKÓW BLOGA I STWÓRZ ZE MNĄ SWÓJ NEWSLETTER!
tworzenie stron w WordPressie - jak zacząć biznes

Jak zacząć biznes: “Tworzenie stron w WordPressie”?

Jestem dziwna z pięciu powodów: bo lubię swoją konkurencję, bo wymieniam się z konkurencją swoim “know how”, bo wierzę, że wspólnie możemy więcej, bo głęboko ufam, że nie musimy zwalczać się nawzajem i… Bo pomagam mojej przyszłej konkurencji zaistnieć. Myślisz o tworzeniu stron na WordPressie za pieniądze? Dziś pięć największych moich błędów z (nie)chlubnych początków.

1. Myślałam, że znam WordPressa.

OMG. Nawet dziś, patrząc na to zdanie, nie mogę powstrzymać uśmiechu. Naprawdę! Bo WordPressa się nie tyle zna, co poznaje. To trochę, jak w małżeństwie. Kiedy poznajesz swoją przyszłą drugą połówkę i jesteście już ze sobą jakiś czas, zaczynasz przeczuwać, co w danych, konkretnych sytuacjach może cię z jej/jego strony spotkać. To moment, w którym po raz pierwszy nabierasz przeświadczenia: tak, znam go/ją! Nie wiem, na jakim etapie jesteś w swoim związku, ale pewnie zgodzisz się ze mną, że im dłuższy macie staż, tym bardziej wiesz, jak niewiarygodnie trudno jest kogoś POZNAĆ. Z WordPressem podobnie. Najpierw dowiadujesz się, jak wygląda kokpit, później nabierasz wprawy w szukaniu i konfiguracji wtyczek i motywów, następnie zaczynasz interesować się kodem: od prostszego HTML i CSS po PHP i kolejne – bierzesz się zatem za pliki oraz logikę WordPressa i tego, co “dzieje się” we wtyczkach i motywach, by końcu zacząć nieśmiało dopisywać własne pierwsze linijki kodu i wreszcie pisać kompletne, własne rozwiązania, które oczywiście nieustannie rozwijasz… Oczywiście każdy z tych etapów następuje w konkretnym czasie i nie wszystkie występują na drodze każdego z nas. Ale gdyby się tak zastanowić: na którym z tych etapów można śmiało powiedzieć: “ZNAM WordPressa!”? A na którym etapie dziś jesteś?

2. Byłam przekonana, że mam doświadczenie.

No tak. Tak było. Miałam za sobą kilka wpisów na stronie projektu, który do dziś nie ujrzał światła dziennego, więc byłam przekonana, że umiem pisać zoptymalizowane treści. Miałam już dwa płatne zlecenia od Klientów, więc byłam przekonana, że mam doświadczenie z WordPressem. Miałam kilka dobrze pozycjonujących się wpisów na blogu, więc byłam przekonana, że jestem “SEO ninja”. Napisałam swój pierwszy ebook i miałam nadzieję, że się sprzeda, więc uwierzyłam, że ogarnęłam marketing internetowy… Życie to wszystko zweryfikowało. Wierz mi, dziś nie wystarczy, że na swojej stronie w zakładce “O mnie” przykleisz sobie kilka sprawności, czy umiejętności. Dziś Klient przyjdzie do ciebie i powie: “Sprawdzam!”. I jeśli obiecasz mu stronę internetową, która będzie konwertowała oraz przekonasz go, że jej stworzenie jest nie tyle kosztem, co inwestycją – to on do ciebie wróci. Po pół roku. Po roku. I, jeśli nie będzie miał konwersji ze swojej strony, spyta: “Co spieprzyłaś/łeś poszło źle?”

3. Wrzucałam do portfolio, co tylko mogłam.

Z moich obserwacji wynika, że to naturalne i każdy ten etap przechodzi. Bo kiedy już masz kilka wykonanych przez siebie zleceń, to chcesz innym pokazać, co potrafisz i pokazujesz. Tworzysz z dumą swoją zakładkę “Portfolio” i wrzucasz tam dokładnie wszystko. Włącznie z tym, co tak naprawdę nie jest tym, co proponowałaś/łeś Klientowi, a jedynie smutnym wspomnieniem po twoim projekcie i zrealizowanym kompromisem z tym, na co “uparł” się Klient. Bo przecież jednym spodoba się jedno, innym coś innego, a ty tworzysz zróżnicowane projekty. Nie, że na “jedną modłę” wszystko. Stop. Takie portfolio nikogo do ciebie nie przyciągnie. Jeśli jest coś, co może wpłynąć na decyzję o współpracy z tobą, to spójność. Pokaż w swoim portfolio projekty, z których jesteś dumna/y. Pokaż swój klimat. Odkryj swoją wrażliwość. Dzięki temu przyciągniesz Klientów, którzy będą rezonować z tym, jaka/jaki jesteś i którzy będą zadowoleni z tego, co im zaproponujesz. Tak kończą się kompromisy przy wykonaniach. Przestajesz tworzyć rzeczy, którymi jest ci wstyd się później pochwalić.

4. Dogadywałam się z każdym. Każdym.

A teraz opowiem ci case z życia wzięty. Pewnego pięknego sierpniowego dnia AD 2016 otrzymałam mailem zapytaniem o poprawki na stronie pewnej szkoły językowej. Oczywiście strony stworzonej na WordPressie. Zaproponowałam dwie opcje: 1. tak, możemy wprowadzić poprawki i będzie to kosztować tyle i 2. proponuję zmienić motyw – strona będzie wyglądać bardziej profesjonalnie. Zlecający przystał na propozycję 2 i przelał zadatek. Ponieważ nie mieliśmy żadnych projektów graficznych, umówiliśmy się na konkretne demo wybranego przez zlecającego motywu. Podesłano mi zdjęcia do slajdera, pozostałe treści przenosiliśmy ze “starej wersji” strony. Ukończywszy pierwszy etap, wysłałam radośnie zlecającemu link do wykonanej pracy z pytaniami o pewne drobiazgi, które trzeba było “dopieścić” i otrzymałam krótką odpowiedź: “Strona mi się nie podoba, proszę zwrócić zaliczkę”. Trzy lata temu bym zwróciła całą kwotę i przeprosiła, że zajęłam czas. Dwa lata temu próbowałabym się za wszelką cenę dogadać. Rok temu dogadywałabym się na zapłatę za to, co zrobiłam i resztę bym oddała. Jak się to teraz zakończyło? W trzech etapach. Najpierw próbowałam wyjaśniać, że na coś się umówiliśmy i tak właśnie to wygląda. Pierwszy etap zakończyło jedno krótkie zdanie zlecającego: “Przekazuję sprawę do działu prawnego firmy”. W drugim etapie ja postanowiłam się skonsultować i po sporządzeniu dokumentacji z wszystkich wymienionych przez nas maili – napisałam do Wojtka z Prakreacja z prośbą błaganiem: “Pomocy!” Wojtek, jak zawsze profesjonalista, utwierdził mnie tylko w moich przekonaniach i naturalnie przeszliśmy do etapu trzeciego. To był krótki etap. Rozpoczął się mailem zlecającego, w którym poinformował mnie, że “po konsultacji z prawnikiem on ma rację”, a zakończył moim mailem z informacją, że “po konsultacji z prawnikiem ja mam rację, nic nie oddaję, możemy spotkać się w sądzie”. Nie spotkaliśmy się. Po co to opisuję? Bo doszłam w tym roku do mega ważnego dla mnie wniosku.

W biznesie nie można zawsze wszystkim ustępować!

5. Byłam przekonana, że WIEM i UMIEM, więc pozostaje już tylko dobrze wykonywać zlecenia.

Logiczne, prawda? Skoro coś umiem, to pozostaje zakasać rękawy i… “Do pracy, Rodacy!” I tak wpadłam w pułapkę, dzięki której nie miałam czasu na nic innego, jak tylko praca dla Klientów. Spotkania? Nie mam czasu. Szkolenia? Nie mam czasu. Czytanie? Nie mam czasu. Blogi opisujące ciekawe casy? Nie mam czasu – wrzucę do Pocket, Feedly, Ulubionych w przeglądarce. Planowanie? Nie mam czasu. Konsultacje z księgową? Kompletnie nie mam czasu. Mam zlecenia. Mam pracę. Jest dobrze. Kręci się. Ha! Nic bardziej błędnego! Na szczęście pod koniec roku 2015 znalazłam odrobinę czasu na jedną rzecz: podcast Mała Wielka Firma. A później na kolejne. Sprzątałam, gotowałam, prasowałam (nie, wróć, nie prasuję!) i słuchałam: podcasty, a później również video na You Tube z różnych konferencji. Słuchałam i notowałam, co mam do przemyślenia, co trzeba wdrożyć, co inni zrobili i się sprawdziło. Jednym słowem zaczęłam, poza pracą W firmie, pracować też NAD firmą. Dlatego mogłam napisać takie, a nie inne podsumowanie roku 2016. Planujesz zacząć biznes: “Tworzenie stron w WordPressie”? No to dziś wkraczasz w jego pierwszy etap: masz na tacy podane 5 rzeczy błędów, których możesz nie popełnić. Skorzystasz? A może podzielisz się w komentarzu własnymi błędami z początków biznesu (oczywiście każdy biznes mile widziany!)? Zapraszam do dyskusji. Pogadajmy!

Dołącz do WP MasterClass

O autorce...

Kasia Aleszczyk

Znana jestem z tego, że pomagam innym zaprzyjaźniać się z WordPressem. Na co dzień uczę również, jak żyć w necie, by przeżyć. Cieszę się, że jesteś i zapraszam częściej!

14 thoughts on “Jak zacząć biznes: “Tworzenie stron w WordPressie”?

  1. Kasia, ale bardzo dziękuję Ci za tą opowieść..Wiesz, ja jestem na bardzo początku tej drogi i tak czułam, że to nie takie proste..Dziękuję, że mi potwierdziłaś, bo moje obawy jednak nie są bezpodstawne a optymizm innych, nie znających tematu raczej nie pomaga;). No cóż, praca, praca i jeszcze raz praca..No ale w końcu chociaż nad czymś co kocham i rozumiem:) A znalezienie tego trochę mi zajęło..Dziekuję raz jeszcze!

    1. Bo biznes to zawsze praca 🙂 Niezależnie od tego, co myślą/mówią hurraoptymiści 😉
      Moja metoda to nie słuchać ludzi, którzy nic nigdy swojego nie prowadzili. Prowadzenie biznesu z zewnątrz zawsze lepiej wygląda niż od środka 😉

          1. W Wygląd -> Menu -> można dodać czasem osobne wpisy, a jeśli nie ma takiej opcji proponuję je dodać jako własne odnośniki. Wpisuje się wtedy konkretny link URL wpisu 🙂

  2. Najciężej jest zacząć, później jeżeli ma się dobrą jakość i stosunkowo atrakcyjną cenę wszystko “samo się rozwinie” ważne jest też dbanie o całą otoczkę.

  3. W przypadku tworzenia stron akurat może się to nie udać, ale zawsze warto prosić klienta o opinię na temat naszej pracy. Czy jest zadowolony, z czego jest niezadowolony. To zdecydowanie pomaga wyeliminować słabe strony. Właśnie nad tym ostatnio pracuję wysyłając zapytanie do klientów.

Skomentuj Kasia Aleszczyk Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sięgnij po więcej!