Zostałam “selfem”! Tak! Bo właśnie tek ostatnio zaczęto mówić na selfpublisherów, czyli osoby wydające książki samodzielnie, tzn. bez udziału jakiegokolwiek wydawnictwa. I na okoliczność zostania selfem zaczęłam zadawać się z innymi selfami o_O. I ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wielu z nich wydaje swoje dzieła w bardzo dziwny sposób. Dlatego dziś poradnik. O tym, co robić, by z pewnością NIE wydać własnej książki!
Spis treści:
Nie myśl o sprzedaży…
Wiadomo przecież, że dobry towar sprzedaje się sam. W dodatku sprzedaż to taka trywialna czynność, w zasadzie coś, czym każdy pierwszy lepszy może się zająć. Ty jesteś autorem! Ba! Autorem DZIEŁA! I o twoje książki ludzie będą zabijali się w kolejkach przed otwarciem sklepów! Będziesz na liście bestsellerów z palcem w dupie w nosie! Dlatego też każdą pokusę myślenia o sprzedaży już na początku możesz spokojnie zwalczać!
Nie pisz za długo…
Czas to przecież pieniądz! Za to zawsze możesz zaskoczyć innych informacją, że przecież napisałaś/łeś książkę – swoje dzieło życia – w krótszym czasie niż wszyscy inni i to o połowę! No i wszyscy wiedzą, że geniusze myślą genialnie, więc pozostaje tylko przelać swoje myśli na papier. A to długo nie trwa. Miesiąc? Dwa? O nie, to terminy dla słabych. Ty ogarniesz książkę w dwa tygodnie!
Nie planuj…
Planowanie jest nudne. Trzeba usiąść, spisać wszystko, a później pamiętać o liście zadań, codziennie je realizować zmuszać się do ich robienia i odhaczać zrobione. Jakież to trywialne! A ty przecież masz w sobie tak wielkie pokłady spontaniczności i kreatywności. I jeszcze ten wiatr w żaglach, kiedy idziesz na żywioł! Kiedy gasisz pożary! Kiedy ogarniasz nieogarnione! O nie, żmudnemu i monotonnemu planowaniu mówimy zdecydowanie “NIE!”.
Nie organizuj przedsprzedaży…
Wielkie dzieła rodzą się w ciszy, więc i twoje niech wydarza się w tajemnicy. Nie mów innym o swojej książce, bo jeszcze (Polak potrafi!) podpierdolą zajumają ci temat, jak Waglewskiemu pulower. A jeśli nawet nie, to z pewnością zaczną zazdrościć i wytykać palcami. Po co ci to? Spokojnie, w zaciszu domowego ogniska, w sekrecie przed najbliższymi, wieczorkami – tak! – to odpowiednie warunki, by powstała kolejna epopeja narodowa!
Nie orientuj się, kim jest redaktor, korektor, składający…
W końcu to ty tu jesteś zlecającym, a każdy powinien znać się na swojej robocie i wykonać ją dobrze. Najlepiej, gdyby wszystkie te usługi zrobiła ci ciocia, albo kuzyn po ASP po znajomości i po godzinach, w końcu od lat pracują w gazecie w branży i wiedzą, jak do tematu podejść. Ostatecznie jesteśmy przecież wszyscy dorosłymi ludźmi i każdy odpowiada za to, czego się podejmie, prawda? Ty? Przecież jesteś do wyższych rzeczy stworzona/y!
Nie promuj swojej książki…
Wielkie dzieła zostają odkryte po śmierci ich twórców i na przestrzeni wieków nic się w zasadzie w tym względzie nie zmienia. Nie ma więc co liczyć na to, że nagle ktoś dokona epokowego odkrycia jeszcze za twego życia, że stanie się cud i sprzedasz swoją książkę. Nie trać więc czasu na bezsensowną promocję. Nie czyni się bliźniemu, co nam niemiłe. A przecież nie znosisz, kiedy ktoś wyskakuje ci z lodówki!
Nie wydawaj pieniędzy na marne…
Nie od razu Rzym zbudowano i wszystkiego można się nauczyć! Skoro inni umieją robić grafiki, czy składać tekst do druku, to dlaczego i ty miałbyś/miałabyś się tego nie naumieć? Nie po to zostajesz selfem, by rozdrabniać swoje przyszłe zyski na usługi. W dodatku te ceny! Kto to widział tyle zdzierać z biednych, bo żyjących ideą, pisarzy! O nie, nie! Ty sobie sam/a ogarniesz i też będzie dobrze!
psst. Na koniec tylko dodam, że wszelkie podobieństwo wszelkich twierdzeń wyrażonych w tym tekście z istniejącymi realnie w twojej głowie jest całkowicie przypadkowo zamierzone i celowe 😉

Ubawiłam się przednie 🙂
Dzięki! 😀
Self publishing staje się ostatnio bardzo popularny. Dużo w tym temacie namieszał Michał Sz., który zrobił to tak, że teraz wiele osób chce powtórzyć (albo chociaż zbliżyć się) jego sukces 😉
Jasne! Michał po prostu rozwalił system! Mi pokazał, że i na mniejszą skalę jest to możliwe. A zwłaszcza pokazał, jak pięknie to może złożyć się w Excelu 😉
Dzieki Kasiu, widze, ze to calkiem sporo roboty, dopiero porywam sie na to, jak z ta motyka na slonce. Dzieki za pakiet dobrych rad z przymruzeniem oka. Pozdrawiam serdecznie Beata
Beata, nie jest tak źle, jak to wygląda (jeśli myśli się o całym procesie z perspektywy miesiąca po wydrukowaniu własnej książki!), ale tak – polecam poprzemyśliwać sprawy zawczasu, żeby później jak najmniej stracić: nerwów i hajsów 😉
Ciekawy artykuł.
Dzięki! Planujesz wydać własną książkę? O czym?
czesc a czy ktos pomaga w worldpress i blogu czy www czy ksiazce czy na zywo mozna sie umowic przy kawie…
hej Aga 🙂 jasne, że pomaga i można się spotkać. napisz, proszę, email na: karolina@e-kreatywnie.pl i daj znać, jakiej pomocy potrzebujesz, a damy znać, jak możemy pomóc 🙂