Otwórz firmę – mówili. Będzie sukces – mówili…

Otwórz firmę – mówili. Będzie sukces – mówili…

Lubisz pływać? Ja niedawno w newsletterze zachęcałam do skakania na główkę. Uczciwość nakazuje mi jednak napisać dziś wprost: trochę tego żałuję… Czy postąpiłabym inaczej? Skąd! Dlaczego więc i czego żałuję? Poczytaj…

Dziś będzie inaczej. Nie będzie tutoriala. Nie będzie porad. Nie będzie nawet wskazówki. Dziś po prostu będzie szczerość. Taki, wiesz, serduchem wpis napisany…

Biznes, sukces i te sprawy…

Od czasu do czasu się wkurzam. Ha! Oczywiście nie ja pierwsza, nie jedyna i nie ostatnia na tym świecie. Wspominam o tym, bo wkurzam się na jedną, zawsze tę samą rzecz. Na to, jak ludzie postrzegają drogę do sukcesu!

Na początek wyjaśnijmy sobie jedno. Sukces to nie jest nic ustawowo zapisanego w Konstytucji i zdefiniowanego ex cathedra. Wieeeeeem. Byłoby prościej, gdyby ktoś mądry taką definicję stworzył i gdyby dla nas wszystkich była ona wiążąca. Ale nie. Nie ma tak prosto. Definicję sukcesu każdy tworzy sobie sam. I każdy samodzielnie uznaje, czy sukces osiągnął, czy nie. I tak: Michał Szafrański ma swój sukces, pani Renia z warzywniaka ma swój sukces, a niejaki Mark Zuckenberg ma swój sukces. I dlatego – jakkolwiek to brzmi – mój sukces nie równa się twój sukces 😉

Powiem ci w sekrecie, że moje myślenie o sukcesie to w ogóle przeżyło jakąś kompletną i totalną przemianę. Pamiętam, że kiedy kuzyn mojego obecnego męża zapytał mnie kiedyś, kiedy miałam swoją pierwszą własną firmę: „I jak? Wiadomo już? Będzie sukces?”, to mnie zatkało. Tak, dobrze czytasz – ZATKAŁO. No bo jak: sukces? Przecież nie po to się otwiera firmy, żeby sukcesy osiągać! Otwiera się je po to, żeby ludziom pomagać.

Tak, miałam wtedy pierwszą w życiu firmę – Agencję Opieki Samarytanka – i chciałam pomagać ludziom. A dokładniej: opiekować się osobami starszymi i niepełnosprawnymi. No, może nie zawsze sama. Zlecałam taką opiekę również innym, ale idea była jedna, szczytna i… Niemalże charytatywna. Owszem, nie powiem, chciałam zarabiać, ale było mi niesamowicie trudno powiedzieć, że godzina opieki kosztuje tyle i tyle (więc zawsze tę cenę zaniżałam), usiąść i policzyć, ile takich godzin powinnam w miesiącu sprzedać, by się z tego biznesu utrzymać, wychodzić i szukać Klientów… Jakoś tak byłam przekonana, że skoro mam stronę internetową, wpis w Panoramie Firm i ogłaszam się na portalach dla opiekunek nad osobami starszymi, to to wystarczy. To ludzie mnie znajdą i Klienci będą.

Jak bardzo się myliłam dowiedziałam się kilka miesięcy i kilka tysięcy długu później…

Dlaczego dziś o tym piszę? Bo wkurza mnie, jak ktoś wmawia innym, że wystarczy mieć pomysł i otworzyć firmę, a reszta się sama ułoży i sukces nastanie. Nie, kochani. Nie nastanie. Bo nic nie dzieje się samo i tylko dlatego, że ktoś pomyślał, że tak by chciał. Nie. Nie dzieje się i już.

Jest różnica między „mieć” i „prowadzić” biznes…

Ufam, że już czujesz, czym się to różni, ale dopowiem. Żeby nie było nieporozumień. Więc MIEĆ to nic innego, jak być właścicielem i wierzyć, że „jakoś to będzie”. A już najlepiej otrzymać dotację na rozpoczęcie własnej DG i marzyć, że przez pierwsze dwa lata firma się rozwinie, a tymczasem posiada się sporo czasu, by… nie pracować, albo zacząć jutro. To oczywiście równia pochyła (tak tylko przypomnę, że pochyła oznacza zawsze w dół) ku – w najlepszym wypadku – rychłemu zamknięciu biznesu.

Którędy więc do tego całego sukcesu?

Cóż… Niezależnie od tego, jak swój sukces definiujesz, droga do niego jest jedna. Trzeba podwinąć rękawy, spiąć pośladeczki i zapierdalać działać, ile sił! Czyli co dokładnie?

To już zależy od twojego biznesu, ale zapewniam cię, że rozwijanie własnej firmy wiąże się często z:

  • niezrozumieniem przez bliskich – z tymi w domu oczywiście warto rozmawiać i trzeba ustalać również wspólne priorytety, ale ci poza twoim domem będą cię nie raz namawiać: „poszłabyś do jakiejś normalnej pracy!”
  • nieprzespanymi nocami – najczęściej własny biznes rozpoczyna się po pracy na etacie i po położeniu dzieci spać, czyli nocą lub zanim wszyscy wstaną, czyli o świcie
  • ustawicznym stresem – bo nie ma Klientów, bo nie płacą, bo wpływy na konto są nieregularne, bo wyceniasz się za nisko, bo nie bierzesz zadatków, bo nie podpisujesz umów, bo wielu rzeczy nie jesteś w stanie przewidzieć i tracisz $$$, bo… naprawdę wiele można tu wpisać
  • brakiem chorobowego – bo terminy i deadliny, bo nie możesz zawalić, bo jesteś sama w firmie i firmą jednocześnie
  • brakiem wolnego czasu – bo szkoda, bo trzeba szukać Klientów i zleceń, bo po pracy i pracy w firmie wypada chociaż kilka godzin jednak przespać
  • kompletnym brakiem czasu – kiedy już będziesz na tylko swoim to dopiero rozpocznie się roller-coster, wtedy nie ma, że zamykasz biuro i idziesz do domu, wtedy jesteś w pracy praktycznie 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu (tak, bo Klienci uwielbiają dzwonić/pisać w Facebookowym massangerze np. w Wigilię około 12:00 i pytać, czy nie rzuciłabyś tylko okiem, bo ASAP, a się wysypało…)
  • zniechęceniem – naprawdę nie raz i nie dwa westchniesz ciężko z przekonaniem, że jesteś na skraju własnej wytrzymałości, zaklniesz pod nosem i głośno poinformujesz wszechświat o tym, jak bardzo „masz już tego wszystkiego dość!”
  • świeceniem oczami za innych – kiedy już się rozwiniesz i zaczniesz delegować przyjdzie i taki moment, kiedy trzeba będzie przeprosić Klienta za błąd kogoś, komu powierzysz konkretną pracę do wykonania
  • pływaniem pod prąd, a często jakby dodatkowo wpław przez asfalt…

Bo po Sukces idzie się zawsze pod górę!

Są drogi na skróty. Można łatwo, szybko i przyjemnie zrobić jednorazową akcję, która zakończy się zyskiem. A później następną i następną i żyć tak od akcji do akcji. Można też całe życie rozglądać się za czymś, co taniej się kupi i drożej sprzeda i żyć tak sobie z zarabianej marży. Pewnie, że można. Więcej – dla wielu to będzie już sukces. Kiedy zarobi się choćby na ZUS, kiedy opłaci się pracownika, kiedy wystarczy do pierwszego. I to jest ok.

Wiesz, w góry też można wybrać się w szpilkach, dojść nad Morskie Oko, które samo w sobie jest piękne…

Gdybyś jednak chciał/a od życia, od biznesu coś więcej, to po lewej od schroniska, wokół Morskiego Oka jest taka mała ścieżka prowadząca trochę wyżej.

Na Rysy!

Idziesz?

Zobacz moje kursy online!

Kup kurs online i zacznij sprzedawać na własnym WordPressie
  • Rewelacyjny wpis Tego było mi trzeba

    • Pamiętam naszą rozmowę w tej tematyce. Miałam go już w zaplanowanych , ale nie chciałam tam spamować 🙂 To takie moje podsumowanie ogólnego pędu: „Otwierajcie wszyscy swoje firmy!” 😉