Kurs online – czy to zajęcie dla Ciebie?

Kurs online – czy to zajęcie dla Ciebie?

Jesteśmy świadkami pewnego boomu. Jak kilka lat temu wszyscy zakładali bloga, tak teraz każdy „robi swój kurs online”. Też masz taki plan? Koniecznie poczytaj, z czym to się wiąże. Czytaj, czytaj, bo rzadko kto powie ci całą prawdę.

Po pierwsze  – kursy online dzieją się ONLINE

Trywializm, co? Niby tak, a jednak warto już od samego początku zdawać sobie z tego mocno sprawę. Plusem z pewnością jest fakt, że więcej osób może wziąć udział w twoim kursie. Niezależnie od tego, gdzie kto mieszka i kiedy tak naprawdę znajdzie czas, by go przerobić. Minusem jednak jest fakt, że masz z kursantami ograniczony kontakt. Owszem, jakoś się „spotykacie” w tym świecie online, ale nie zajrzysz nikomu przez ramię, by zobaczyć, jak sobie radzi, gdzie napotyka na trudności i czy nie potrzebuje pomocy.

Po drugie – jest wiele rodzajów kursów online

Więc tak. Najpierw będzie trzeba zdecydować, czy kurs ma być mailowy, czy dziać się w jakimś miejscu w sieci, do którego kursanci będą się logować. Jeśli mailowy – pozostaje już tylko wybrać system do mailingu. Niedługo pewnie napiszę więcej, ale ja polecam MailerLite.

Jeśli chcesz mieć własną platformę z kursem, znów masz kilka możliwości:

    • własny WordPress – jest kilka wtyczek (płatnych i darmowych), które lepiej lub gorzej ogarną ci wygląd i nawigację kursu w WordPressie
    • zewnętrzna platforma – możesz skorzystać z Teachable lub podobnych rozwiązań, niestety zawsze są to rozwiązania płatne
    • social media – to rzadkość, ale zdarza się, że kursy online prowadzone są w tajnych grupach na Facebooku

No i do decyzji jeszcze pozostaje rodzaj materiałów, jakie będziesz udostępniać w kursie. A jest w czym wybierać 🙂

Kilka najbardziej popularnych:

  • lekcje w plikach .pdf
  • ebooki
  • filmy
  • webinary
  • prezentacje multimedialne

Po trzecie – zarabiać, czy nie zarabiać?

To zawsze dylemat każdego, kto zaczyna swoją przygodę z kursami online. Praktycy tematu mówią i piszą, że na początku nie zarabiać. Że swój pierwszy kurs warto dać za darmo i w ten sposób gromadzić bazę mailową, rozwijać własną społeczność, cały czas lepiej poznawać potrzeby ludzi, by móc na nie odpowiadać. Nie odkryję tu Ameryki (dwie już są!). Mam podobne doświadczenie. Zdecydowanie lepiej rozchodzi się wieść o darmowym kursie i zdecydowanie łatwiej taki kurs wypromować.

Warto jednak przemyśleć, jak w ogóle chcielibyśmy zarabiać. Czyli przynajmniej wstępnie opracować sobie tzw. „lejek sprzedażowy”. Jak na razie spotkałam się z kilkoma modelami:

  • bezpłatny kurs online, dzięki któremu pozostaje baza mailowa
  • bezpłatny kurs, który zakończony jest propozycją zakupu np. ebooka z treściami kursu
  • bezpłatny kurs, zakończony ofertą promocyjną na kolejny kurs online
  • bezpłatny kurs online z płatnymi konsultacjami dotyczącymi konkretnych problemów w konkretnych sytuacjach życiowych czy biznesowych kursantów

Możliwości jest naprawdę wiele. I niestety nie ma „złotego środka”. Samodzielnie trzeba sobie próbować i testować różne rozwiązania.

Po czwarte – czas

Czas to takie coś, którego pozornie każdy z nas ma tyle samo 😉 Tyle teorii. Praktyka jest taka, że najczęściej żyjemy w jednym wielkim niedoczasie i stale na coś go brakuje. Nie moją rolą jest robić wykłady z tzw. zarządzania sobą w czasie. Ja dziś chcę tylko zwrócić twoją uwagę na to, że prowadzenie kursu online jest mega czasochłonne. Naprawdę mega czasochłonne!

Dlatego warto wcześniej opracować sobie kilka rzeczy:

  • treści kursu, wszystkie filmy i materiały dla Kursantów
  • system powiadomień mailowych
  • grafiki dla kursu i na grupę Facebookową
  • treści do social mediów
  • ankiety, które będziesz przeprowadzać

Po co? Po to, żeby podczas trwania kursu mieć jak najwięcej czasu dla kursantów.

Po piąte – twój własny i prywatny SUKCES

O tym chyba najmniej się mówi, ale prowadzenie kursu online to też emocje. Tak, emocje. Twoje własne emocje. Podczas takiego kursu możesz się wiele o sobie dowiedzieć. Warto już na samym początku przygotować się, na to, że z pewnością nie wszystko w kursie pójdzie tak, jak to sobie planujesz. Ktoś nie będzie wiedział, gdzie ma się zalogować, komuś maile będą trafiały do spamu, ktoś dołączy za późno, ktoś będzie chciał pogadać o innych rozwiązaniach, niż proponujesz. Życie.

Może się też zdarzyć, że ktoś będzie z różnych przyczyn, nie zawsze zależnych od ciebie, z twojego kursu niezadowolony. To trudne, ale na to też warto się przygotować. Ja podczas pierwszego kursu na 11 bardzo pozytywnych opinii otrzymałam jedną negatywną. Wierz mi, wystarczyło, bym „złapała doła”.

Dobrze jest już planując kurs wyznaczyć sobie, co będzie miarą twojego sukcesu. Może to być konkretna ilość osób zapisanych na kurs, ilość otrzymanych feedbacków, ilość sprzedanych później ebooków. Ważne: załóż sobie taką miarę PRZED kursem i niech to będzie możliwe i osiągalne, a kiedy osiągniesz ten wynik – po prostu świętuj. Niezależnie, co innego się wydarzy. Osiągnięcie swojego założenia, realizacja planu zawsze jest dobrym powodem do świętowania!

I na koniec…

Na koniec podzielę się dwoma swoimi wnioskami po prawie roku prowadzenia kursów online. Przede wszystkim, jak już pisałam, nie ma tzw. „złotych środków”. Znaczy nie ma żadnych sposobów prowadzenia kursów, o których wiadomo, że zawsze zadziałają. Owszem, można i warto podglądać tych, którzy kursów online sprzedają najwięcej, ale i tak trzeba znaleźć swój własny sposób na ich sprzedaż i przeprowadzanie.

I drugi wniosek – wszystko jest płynne. Znaczy to, że za każdym razem, kiedy prowadzisz kurs, możesz testować różne rozwiązania i modele sprzedażowe. Nawet warto przetestować ich kilka, robić sobie notatki, obserwować i wyciągać wnioski. Może się okazać, że czasem mała zmiana przyniesie o wiele lepsze rezultaty!

To jak? Masz swoje pomysły na kursy? A może prowadzisz kursy online i masz już swoje wnioski? Podziel się – razem zawsze można więcej.

Zobacz moje kursy online!

Kup kurs online i zacznij sprzedawać na własnym WordPressie
  • Ale mi dzisiaj ten Twój tekst się trafił. Bo ja też przez chwilę uległam magii posiadania własnego kursu. Że każdy i dochód pasywny i że koniecznie muszę coś wymyślić. I już prawie, choć osobiście bardzo cenię, kupiłam ostatni kurs od Ariadny. Ale tuż przed ostatnim kliknięciem przyszła mocna refleksja: po pierwsze, ja nie wiem, czego mogłabym nauczyć i po drugie mam zerowe poczucie eksperckości w czymkolwiek. Sfrustrowało mnie to, z drugiej strony uświadomiło, że nic na siłę. Że po prostu ja nie. Bo ja niewiele wiem.

    Gdybym ja ten tekst przeczytała wcześniej albo inaczej: wcześniej zostałby napisany, ile byłoby szarpania mniej;-)

    Było mi to potrzebne. Ściskam<3

    • „Nic na siłę” wydaje się być słowami-kluczami. Poczekaj, aż Twój własny kurs online sam do Ciebie przyjdzie…
      Mam jakieś dziwne przeczucie, że akurat do Ciebie przyjdzie 🙂

    • Ej no, od Ciebie to ja czekam na książkę ! Lepsza niż kurs. Total offline, wydanie kieszonkowe do torebki i żeby było miejsce na gryzmoły po bokach. Pozdrowienia z daleka! 🙂

  • Cześć, Kasiu! Mam pytanie w związku z tym artykułem, ale to pierwszy mój wpis u Ciebie, więc najpierw chciałbym bardzo Ci podziękować za całą wiedzę, którą się dzielisz. Dzięki Tobie niedawno udało mi się stworzyć stronę na WordPressie, co kiedyś, za pierwszym podejściem, było dla mnie nie do ogarnięcia. Dzięki! A co do pytania. Wspomniałaś o wtyczkach do WP do tworzenia kursów. Czy mogłabyś jakąś polecić? W tej chwili tworzę kurs na Teachable, ale to dla osób z zagranicy. Ta platforma bardzo mi się podoba i ma wszystko, czego potrzebuję. Może znasz podobną polską?

    • Dzięki Krzysiu za miłe słowa no i gratulacje! 🙂
      Ja teraz korzystam z LearnPress, ale jeszcze ją testuję i już widzę, że troszkę trzeba będzie do niej dopisać kodu. Ale może Ci wystarczy. O platformie będę niedługo pisać, bo mój dobry WordPressowy znajomy taką właśnie tworzy. Już kończy tworzyć 😀 Także stay tuned lub zapisz się do newslettera. Z pewnością subskrybentom napiszę 🙂

      • Dziękuję! Przyjrzę się tej wtyczce. I będę czekał na wieści o platformie. Subskrybentem już oczywiście jestem 🙂

  • To prawda, że przygotowanie kursu zajmuje mnóstwo czasu. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że aż tyle. Myślę sobie, że jak ktoś ma etat i chce zrobić kurs na boku, to będzie to bardzo, bardzo trudne.

    • O taaaaak. 🙂
      Chyba, że to jakiś drobny kursik złożony z kilku emaili, to może być łatwiej. Ale generalnie tworzenie i prowadzenie kursów online to sporo pracy. Na szczęście więcej satysfakcji! 😀

  • Kasia – świetny artykuł! Ja po 10 latach prowadzenia szkoleń stacjonarnych nabrałam ochoty na kurs. :). I – co u mnie normalne – od razu skok na głęboką wodę: kurs z wideo, z prezentacjami w Prezi, z podcastem, z PDF-ami. Full wypas. 🙂 Niby mam jakieś materiały szkoleniowe, ale okazało się, że trzeba je całkiem przemodelować. Potwierdzam – pracy ogrom.
    Pracujemy nad kursem we trójkę (ja i moja prawa ręka Magda ogarniamy część merytoryczną i marketingową, a mój mąż – część techniczną – informatyczną, nagraniową, montażową itp.) i ledwo dajemy radę. Fakt, że jestem perfekcjonistką i wideo oraz audio nagrywam po milion razy, teksty poprawiam 100 milionów razy – wciąż coś dodaję lub usuwam. Skoro uczę o pisaniu, to musi być idealnie napisane. Zabójczy perfekcjonizm.
    Nam na razie słabo idzie marketing, ale i tak jest dwa razy więcej osób, niż zakładałam. Jak na pierwszy raz może to nawet lepiej w kameralnym gronie – więcej czasu dla każdego z uczestników.

    Nie wspomniałaś tylko o darmowej platformie Moodle (z polską nakładką językową). Ja nie wiem, czemu mało kto z niej korzysta. Czym różni się od np. płatnej Teachable? Nam się bardzo podoba. Jest dość rozbudowana, wiele ciekawych opcji motywowania uczestników – odznaki, oceny, konsultacje, ocenianie wysyłanych zadań, punkty itp. – daje wiele możliwości, ale dla użytkowników wydaje się przejrzysta i intuicyjna.
    Kurs rusza już we wtorek. Wyszedł nam fantastycznie. Jestem z niego niezmiernie dumna. Jasne, że pewnie wyjdzie w praniu tysiąc rzeczy, które trzeba poprawić, ale na razie pozytywne emocje sięgają zenitu. 🙂 Przy okazji – trzymajcie kciuki!! A może ktoś chętny na kurs skutecznego pisania?

    • Wow. Gratki, bo długa droga za Wami. Teraz tylko frajda z prowadzenia kursu 🙂
      Nie wspomniałam o Moodle z prostej przyczyny. To blog o WordPressie 😉
      Sama zastanawiałam się nad Moodle, ale doszłam do wniosku, że mogłoby dziwnie wyglądać tworzenie kursów z WordPressem związanych na czym innym niż sam WP 🙂

  • Wierzę na słowo, że to bardzo czasochłonne. Od pół roku nie mogę się zebrać do napisania artykułu, który ułatwiłby mi współpracę na linii autor-redaktor (czyli ja), żebym nie musiała za każdym razem w mailach tłumaczyć zawiłości śledzenia zmian w Wordzie itp. Ale ciągle nie mam na to czasu. A gdzie tam do kursu czy nawet do e-booków…

    • O kochana, napisanie wpisu/artykułu niekoniecznie zmniejszy ilość maili 😉

      • Nie pozbawiaj mnie złudzeń, bo nigdy go nie napiszę 🙂

        • ale ustawienie automatycznej wiadomości w mailach z linkiem do tego wpisu zaoszczędzi ci wiele czasu 😀

  • No właśnie. Samo zrobienie kursu to pikuś, w porównaniu z tym na jakiej platformie edukacyjnej go osadzić.:( kurs już mam, ale ciągle szukam platformy na bazie LMS.:( moodle? zainstalowałam. nie ogarniam:(waham się jeszcze pomiędzy educator z wtyczką do woocommerce, czy wtyczka LearnPress – WordPress LMS:( i bądź tu mądry. utknęłam w miejscu:( a kurs chcę zrobić płatny.

    • Ja już przetestowałam trzy wtyczki i każdej czegoś brakuje 😉
      Teraz wyszła nowa wersja CoursePress od WPMuDev – jej programista obiecuje mi duuuuże i pozytywne zmiany, więc będę testować 😀

  • Przede wszystkim w CoursePress znieśli ograniczenia wersji darmowej względem płatnej, więc rokuje to dobrze 🙂

    • póki co żeby nazbierać subskrybentów a potem ciach po kieszeni 🙂

      • Zobaczymy 🙂 Na szczęście znam gościa, który to tworzy, więc będzie do kogo uderzać 😛